Monthly Archives: November 2009

Diabeł na oknie -by Eldo-

Standard

[translation coming soon]

Pewnego wieczoru złożył nam wizytę…

Mefistofeles siedział wczoraj na oknie
Wyszedłem do niego, żeby nie czuł się samotnie
Zimny parapet, ale noc była ciepła
I tak siedzieliśmy – noc, diabeł i ja
Patrzę na wasz świat już od dawna – mówił
Ulubiłem to miejsce i kocham ludzi
Opowiadał o czasach, których nie mogłem znać
I tak siedzieliśmy – noc, diabeł i ja
Wiesz, żyjecie w stadach, żeby czuć się bezpiecznie
Cierpicie w stadzie, bo chcecie się wydostać
Kiedy większość zaczyna działać niedorzecznie
Lub chce od was tego czego nie możecie oddać
Wybiór zbiorowy, wolność pod kontrolą
Chociaż Bóg dał ją wam bez ograniczeń
Wolność, gdzie prawdę zastąpiono wygodą
Nim wybierzecie, zysk z wyboru wyliczycie
Słuchałem go chociaż nie mój to był świat
I tak siedzieliśmy- noc, diabeł i ja

Wczorajszej nocy usiadłem na oknie u człowieka
Nie chciałem żeby czuł się samotnie
Gdy szedł do mnie samotność umie dokuczać
I tak siedzieliśmy – noc, człowiek i ja
Jego mieszkanie pachniało cynamonem
Tytoniem z fajki, miał ze sobą książkę
I wiarę w świat mocną, że nie mogłem jej złamać
I tak siedzieliśmy – noc, człowiek i ja
Mówił – mój świat to wybory świadome
Miłość i nie skrępowane namiętności
Chwile, które przepełniają emocje
Tak mocne, że uzależniają jak narkotyk
Pluję na konwencję, w grę społeczną nie gram
Wybrałem świadomie swoją samotność
Moją kochanką od dawna jest poezja
Erato która do ucha szepcze tak słodko
Słuchałem go, on mówił – piękny jest świat
I tak siedzieliśmy – noc, człowiek i ja

Mefistofeles wkrótce zniknął w książce
Poeta zamknął na klucz ją w biurku
Powietrze w pokoju wypełniły emocje
On wziął czystą kartkę i garść ołówków
Kartki zniknęły i poeta gdzieś odszedł
A pokój zaczął wyglądać znajomo
Czasem wracają, siedzą u mnie na oknie
Nocni goście, których męczy samotność

Advertisements

I Buy Therefore I Am: Commodity Fetishism in the Post-Soviet World

Standard

In Poland, the false consciousness and commodity fetishism that the developed world is more than too familiar with, is beginning to take root. This country, with its rich and varied history of victory and victimisation, power and subordination, today sits in ambivalence. Poland is like England was in the seventies, a British friend of mine keeps telling me, and I guess in some ways that’s true. People in Poland are rediscovering capitalism, on a much bigger scale than ever before. As I write this, I am sitting in a shopping mall cafe, sipping the Starbucks equivalent of a Freshly Brewed coffee—the cheapest coffee on the menu—and I still feel ripped off. Why? Because a) it’s Poland, and the old mentality still tells me things are supposed to be cheap, and b) I didn’t even get a glass cup! As I sit here, I am surrounded by an array of extremely elegant shops, a couple of notches higher than what you’d find on a London high street (and this mall is not Selfridges- it’s more like Brent Cross). In front of me is a Pollini shoe shop, behind me Longchamp, Versace and Escada. It’s 10 AM on a Tuesday. A girl my age walks out of Calvin Klein with a massive shopping bag.

The average monthly salary in Poland is around 800 zloty (£150). In Warsaw, the starting salary for a young professional in media, events, PR etc. is 2,000 zlotys (£500) per month. Rent costs from 800 to 1,500 per month if you’re living in a studio or one-bed near the city centre. Transport is dirt cheap compared to London, but food costs about the same, if not more, unless you’re shopping at Lidl. So what continues to baffle me is how people, especially young people, can afford to omit the usual high street brands and buy the stuff they have, look the way they do, and still have a life.

What’s even more baffling is that in the UK I feel more comfortable in my own skin than I do in Poland. I can wear whatever I want and make choices based on personal preference, and I know thta my individuality is really a reflection of my economic and social freedom. Yes, this might come as a shock to some of you, but in Poland, the power of the herd reigns superior.

Polish women try hard to look as attractive and fashionable as they possibly can, and by fashionable I mean that nouveau-riche, glossy kind of way. There isn’t much variety, there isn’t much style, there’s only the uniform. The idea is to look like you’ve come straight out of the fashion spreads of Vogue, Elle, or Twoj Styl. Unless you’re really strong-minded, there isn’t much room for manoeuvre.

The same kind of financial superiority lords over the roads too. Those who can afford SUV’s think it’s their god-given right to drive above the speed limit and overtake at their leisure.

The scary thing is that, having lived here since July, I have found myself planning how to compete for commodity status to fit into Polish society. It’s harder than it seems not to give in to this ridiculous, irrational urge to consume. I wonder for how long and to what extent capitalism is going to seduce Poland.